poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Walka o chleb


A właściwie by można rzec walka z chlebem.
Postanowiłam upiec chleb na zakwasie. Kupiłam żytnią mąkę i zaczęłam.
W wizji miałam wykorzystanie mojej maszyny do pieczenia chleba, która świetnie sprawdza się w wypieku chlebów drożdżowych oraz jako zagniatacz (lenistwo) bułeczek.
Znalazłam przepisy i 4 dnia z pięknym zakwasem rozpoczęłam działanie.
Porażka numer 1.
Próba ponowna, co do grama odmierzanie, upewnianie się i porażka numer 2.
No więc wczoraj wzięłam sprawy w swoje ręce ale nie mogłam znaleźć przepisu (ciągle coś) i na oko upiekłam chlebek. Nie jest to mistrzostwo świata, ale skoro mężowi i dzieciom smakował to najważniejsze. Zdjęcie z telefonu tylko, bo baterie rozładowane... a nie dotrwałby do naładowania baterii :) Traktuję to jako komplement.
Podsumowanie - maszyna nie zastąpi ciała żywego ;)
i szukamy dalej... pierwsze koty za płoty ... i można by tak dalej...

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Na co dzień

Pogoda za oknem coraz ładniejsza i temperatury coraz wyższe...a u nas zapanowała ospa :(
Zaskoczyło nas to kompletnie, bo syn przechodził kilka miesięcy temu i liczyliśmy, że jakimiś tajemnymi mocami córcia sie uodporniła... ale zejdźmy na ziemię i podziwiajmy biedronkę :)
Oznaki wiosny można obserwować dookoła i pomimo niskich temperatur przyroda nie może sie już doczekać...




















I mała niespodzianka odkryta wczoraj. Do starej budki w naszym ogródku wprowadzają się nowi lokatorzy :)























Przeglądając różne blogi natknęłam się na decoupage. Piękno.

sobota, 6 kwietnia 2013

O mnie

Chciałam napisać kilka słów o sobie.
Jeszcze przez parę miesięcy będę miała 31 lat ;)
Jestem mamą cudownych 4 letnich bliźniaków. Skarbów moich największych.
W czasie gdy nie pracuję, nie zajmuję się dziećmi, nie planuję przeprowadzki staram się czytać lub szydełkuję.
Idzie mi to powoli, najczęściej uszczęścliwiam córkę lub jej lalki.
Teraz planuję firankę do sypialni, ale narazie to jedynie plan z braku czasu.
Moja ostatnia praca, miała być całą Wielkanocną rodziną, ale przez ciągle choroby (okropna zima) kurczaczek pozostał samotny i powędrował do przedszkola.

















A tu kilka nakryć głowy dla dzieci










































i chłopięca (tu na zdjęciu nieskończona)














No i kilka projektów na specjalne zamówienie :)
























A o czym?

Postanowiłam dołączyć do bloggerowej społeczności. Ale jak? Bez żadnego talentu pisarskiego?
Może sie uda, byle byków za dużo nie robić.

Postanowiłam podzielić się tym okresem życia, gdzie po 8 latach mieszkania w UK zbieramy z mężem nasze manatki i wracamy, a właściwie jedziemy do naszego miejsca na ziemi.
Zahartowani w tłumaczeniu dlaczego, oraz przekonywaniu innych, że zdajemy sobie sprawę z ryzyka JEDZIEMY.

Zostały 3 miesiące, bo z przeprowadzką musimy wycelować w wakacje, gdyż pracuję w szkole i rozsądek podpowiada, że nieprofesjonalnym byłoby zostawić wszytskich uczniów przed końcem roku. Serce chciałoby spakować się dziś i wyjechać jutro.
W tym czasie ogarniam to co mogę by przed przeniesiem sie na naszą podłódzką wieś załatwić część papierologii jak PESELE dzieci, prawo jazdy (co by tam nie utknąć ;) ) oraz egzamin z angielskiego, który i tak miał się odbyć (ze względu na wymagania szkoły).
A potem ruszyć całą lawiną organizacyjna w Polsce, w której wiemy jak jest :) a do tego nasze ściernisko trzeba zamienić w gospodarstwo.

Mocno wierzę, że się uda! Chcę pokazać jak wygląda taka droga i sprawdzić czy nie takie diabeł straszny.
Może uda mi się zachęcić innych emigrantów z dylematami albo zupełnie przeciwnie utwierdzę ich w przekonaniu, że dobrze jest jak jest.
My jesteśmy gotowi podjąć to wyzwanie.
I dla ozdoby nasze pole